dzień 3 – słońce, deszcz, deszcz, …

2009
07.29

Można powiedzieć, że od poniedziałku ciągle jesteśmy w drodze. To, podobnie jak wyśmienite humory i typowo angielska pogoda (deszcz, słońce, deszcz, deszcz, słońce, deszcz, …) będzie towarzyszyło nam podczas całego naszego pobytu.

Dziś po południu opuściliśmy Oxford i już wiemy dlaczego właśnie tu powstał jeden z najbardziej cenionych słowników Polsko-Angielskich i dlaczego właśnie tu założono najstarszy na świecie ogród botaniczny (1612r.).
Nie bez znaczenie jest również fakt, że mury tej elitarnej uczelni opuścił Jaś Fasola (Rowan Atkinson) i frontman Radiohead (Thom York).

Nam jednak najstarsza angielska uczelnia kojarzy się z tajemniczymi manuskryptami. Czy ktoś wie dlaczego?

800px-Old_book_bindings

Wieczorem przywitamy piękną Szkocję. Trzymajcie w kciuki za pogodę, jak będzie mniej zmienna to wystarczy.

Tags: ,

17 komentarze/y do wpisu “dzień 3 – słońce, deszcz, deszcz, …”

  1. Zazdroszczę Wam bardzo,że już mogliście wczuc się w atmosferę tego historycznego miejsca.rodzicom uda się to może we wrześniu.Pozdrawiam Was Wszystkich ,życząc pogody ducha niezależnie od aury.
    Miłego przemierzania szkockich szlaków.

  2. Mam nadzieję,że dobrze spaliście pierwszą noc w Szkocji i jesteście gotowi do zwiedzania Edynburga,oraz okolicznych jakże ciekawych miejsc,uważajcie nad jeziorem na potwora!!!
    Pozdrawiam ze słonecznej Polski.

    • tripnews pisze:

      Tak naprawde dzieci jeszcze spia ;) Dzisiaj jest bonus dodatkowej godziny wypoczynku, poniewaz po wczorajszej dlugiej podrozy, troche pozno poszlismy spac. Ale za chwile mam nadzieje wszyscy z dobrymi humorami zaczniemy dzien. Dzieci sa rewelacyjne, pelne werwy, humoru i zainteresowania miejscami, ktore zwiedzamy.
      I jeszcze jedna wazna informacja: Prosze juz zaczac zbierac pieniazki na przyszla edukacje dzieci – niektore z nich powiedzialy, ze PRAWO TYLKO W OXFORDZIE! ;)
      W Szkocji jest chlodno, ale slonecznie:)))A dzisiaj mamy w planach St. Andrews. Juz nie moge sie doczekac wycieczki.

      Pozdrawiam wszystkich rodzicow i owiedzajacych naszego bloga;)

  3. M.TYLKO-KUCIA pisze:

    Cieszę się,że macie dobre humory mimo szkockiego chłodu.Musicie miec naprawdę sporo sił,aby realizowac jakże ambitny plan wyjazdu.Wielkie dzięki za to,że możemy śledzic Wasze poczynania z kraju,chwilami czuję,że jestem tam z Wami.Serdecznie wszystkich pozdrawiam i pytam jakich regionalnych dobroci już spróbowaliście?

    • szufnar pisze:

      Humory na szczęście wszystkim dopisują ;) A siły zbieramy racząc się np. typical scottish breakfast – jajko bekon, bułka i fasolka w sosie pomidorowym. Już widzę przerażone miny;) Ale tak to bywa, że od strony podnibienia najciężej dogodzić, a dzieci to wybredna grupa smakoszy, więc dla urozmaicenia serwujemy również kurczaczki z ziemniaczkami i różne zupki. O zakupach we własnym zakresie nie wspomnę :)

  4. MAŁGORZATA TYLKO-KUCIA pisze:

    Właśnie w Oxfordzie w latach 1995 i 2000 w ramach projektu Imaging projekt utworzono cyfrowe obrazy wysokiej rozdzielczości z rękopisów, które zostały wybrane jako główne skarby ze swoich bibliotek, w celu stworzenia szerszej dostępności dla oryginałów, które mogą być zbyt kruche w obsłudze.Chyba właśnie stąd Wasze skojarzenia Oxfordu z manuskryptami.Pozdrawiam i czekam na kolejne Wasze wpisy.

    • szufnar pisze:

      Brawa dla czujnych czytelników bloga! :) Faktycznie to było jedno ze skojarzeń, proces digitalizacji szczególnie cennych zbiorów ma nadal miejsce – na szczęście dziś wszystko postępuje zdecydowanie szybciej i sprawniej.

      Ad Oxfordu to równie warty podkreślenia jest polski akcent – przez lata mieszkał mieszkał tam i wykładał zmarły niedawno prof. Leszek Kołakowski, do którego pielgrzymowali studenci i pracownicy naukowi z różnych uczelni i krajów świata!

      Rzecz jasna stare manuskrypty kojarzą się również magicznie. Zachęcamy zatem do wpisywania dalszych skojarzeń :) Macie „pełną” dowolność! ;)

  5. MAŁGORZATA TYLKO-KUCIA pisze:

    Manuskrypty to oczywiście zaczarowany fantastyczny świat baśni,wróżek,czarnoksiężników,do którego często uciekamy wspominając nasze dzieciństwo,fascynacje przygodami Harrego Pottera,szczególnie w Hogwardzie oraz penetracją światowych zbiorów bibliotecznych(przez co niektórych).
    WŁAŚNIE SKONSTATOWAŁAM,ŻE DO WASZEGO POWROTU ZOSTAŁO BARDZO NIEWIELE DNI!!!
    WYKORZYSTAJCIE TEN WSPANIAŁY CZAS W PEŁNI.Pozdrawiam.

  6. szufnar pisze:

    Pani Małgorzato powoli wyczerpuje Pani nasz tajemniczy pojemnik ze skojarzeniami ;) Na szczęście jeszcze parę nam zostało. A jak nie magiczne skojarzenia to jakie?

    Pozdrawiamy ;)

  7. MAŁGORZATA TYLKO-KUCIA pisze:

    Ponieważ nie widzę kolejnego wpisu pozwalam sobie raz jeszcze na skojarzenia,zacząc wypada od definicji za wikipedią :
    „Rękopis (manuskrypt) – zapisany odręcznie tekst, w odróżnieniu od powielanego mechanicznie. Termin stosowany zwykle w odniesieniu do zabytkowych książek lub dokumentów pochodzących z okresu przed upowszechnieniem się druku. W takim rozumieniu każdy rękopis jest dziełem niepowtarzalnym o indywidualnych cechach.
    Najdawniejsze rękopisy to:
    inskrypcje na kamieniu np z kultury Vinča od 7500 lat temu.
    na tabliczkach glinianych
    chińskie na skorupach żółwia lub ryte w metalu
    egipskie na zwojach papirusowych
    W węższym znaczeniu rękopis to każdy tekst zapisywany ręcznie za pomocą np. ołówka, atramentu, tuszu.
    W średniowieczu powielaniem rękopisów zajmowali się przede wszystkim mnisi.
    Ruch ten zapoczątkował w VI wieku rzymski polityk, historyk i filozof Kasjodor fundując klasztor w Vivarium.
    Ważne rękopisy średniowieczne i nowożytne, przede wszystkim cenne księgi i dokumenty, często zdobiono iluminacjami. Najstarsze europejskie rękopisy iluminowane pochodzą z VIII w., w Polsce z XI w. Przykłady polskich zabytków tego typu to m.in. Ewangeliarz gnieźnieński, Złoty kodeks pułtuski (Ewangeliarz płocki), Sakramentarz tyniecki, Kazania świętokrzyskie”.
    Skojarzenie z mrówczą pracą duchownych ,którzy pozostawili po sobie nie tylko ślad ręcznego kaligraficznego pisma,lecz też wspomniane iluminacje,które same w sobie są dziełami sztuki.
    Poza tym manuskrypt -słowo pochodzące z łaciny (liber manu scriptus znaczy książka napisana
    ręcznie)kojarzyc się musi z jej okładką,początkowo drewnianą stąd pozostało stwierdzenie,że przeczytaliśmy coś od dechy do dechy właśnie
    .Pozdrawiam z upalnych Katowic,CDN

    • szufnar pisze:

      Panie Małgorzato, jako nasza stała czytelniczka nie może zapominać Pani o regularnym odświeżaniu strony, bo wpis nam się pojawił zaraz po 15:00 :)

      Co do skojarzeń związanych z manuskryptami, to zaglądając do naszego tajemniczego pojemnika coś mi mówi, że zostały nam jeszcze trzy. Jedno związane napewno z literaturą szpiegowską, jedno natury religijnej i jedno natury życzeniowej ;)

  8. MAŁGORZATA TYLKO-KUCIA pisze:

    Oryginalne manuskrypty w językach hebrajskim i aramejskim spisywali ludzie będący Bożymi sekretarzami – zaczęto je sporządzać w roku 1513 p.n.e., a ostatnich zapisów dokonano wkrótce po roku 443 p.n.e. O ile wiadomo, do dziś nie dotrwał żaden taki oryginał. Jednakże od początku bardzo starannie przechowywano owe natchnione teksty, jak również ich wiarogodne kopie. Około roku 642 p.n.e., za czasów króla Jozjasza, znaleziono w świątyni „księgę prawa” Mojżeszowego – zapewne był to jej oryginał. Pieczołowicie przechowywano go już 871 lat. Tamto odkrycie tak bardzo zaintrygowało pisarza biblijnego imieniem Jeremiasz, że opisał je w Księdze 2 Królów 22:8-10, a około roku 460 p.n.e. o zdarzeniu tym ponownie wspomniał Ezdrasz (2 Kronik 34:14-18). Interesował się on takimi zagadnieniami, gdyż był „biegłym przepisywaczem w dziedzinie Prawa Mojżeszowego, które dał Bóg Izraela” (Ezdrasza 7:6). Niewątpliwie miał dostęp do innych zwojów Pism Hebrajskich, sporządzonych przed jego czasami, a być może też do niektórych oryginałów. Ezdrasz najwyraźniej był ówczesnym opiekunem Boskich pism (Nehemiasza 8:1, 2).

    Od dni Ezdrasza wzrastało zapotrzebowanie na kopie Pism Hebrajskich. Podczas odrodzenia narodu żydowskiego w roku 537 p.n.e. i później nie wszyscy jego członkowie powrócili do Jerozolimy i Palestyny. Tysiące pozostało w Babilonie, inni wyemigrowali na przykład ze względu na prowadzone interesy, toteż Żydów można było spotkać w większości dużych ośrodków handlowych starożytnego świata. Wielu każdego roku pielgrzymowało z okazji różnych świąt do Jerozolimy, by oddawać Bogu cześć w tamtejszej świątyni, w której posługiwano się biblijną hebrajszczyzną. Za czasów Ezdrasza Żydzi mieszkający w odległych krajach zbierali się w lokalnych miejscach zgromadzeń zwanych synagogami, gdzie czytano i omawiano Pisma Hebrajskie. Ze względu na znaczną liczbę takich rozproszonych miejsc wielbienia kopiści musieli pomnażać istniejące rękopisy.

    W synagogach zwykle znajdowała się składnica zwana genizą. Żydzi przechowywali tam podarte lub zniszczone wskutek długiego używania rękopisy, które zastępowano nowymi kopiami przeznaczonymi do bieżącego użytku w synagodze. Od czasu do czasu zawartość genizy uroczyście grzebano w ziemi, aby tekst – zawierający święte imię Jahwe – nie został zbezczeszczony. W ten sposób w ciągu wieków przestało istnieć tysiące starych manuskryptów hebrajskiej części Biblii. Inaczej jednak stało się z bogatym zbiorem genizy w starej części Kairu – prawdopodobnie dlatego, że ją zamurowano i zapomniano o niej aż do drugiej polowy XIX wieku. W roku 1890 podczas remontu synagogi zbadano zawartość genizy, po czym jej skarby stopniowo wyprzedano lub rozdano. Stosunkowo kompletne rękopisy i tysiące fragmentów (niektóre prawdopodobnie z VI wieku n.e.) trafiły stamtąd do biblioteki uniwersytetu w Cambridge oraz do innych bibliotek w Europie i Ameryce.

    Obecnie w różnych bibliotekach na świecie znajduje się około 6000 skatalogowanych manuskryptów całych Pism Hebrajskich lub ich części. Jeszcze stosunkowo niedawno tylko nieliczne fragmenty sięgały dalej niż X wieku n.e. Jednakże w roku 1947 w rejonie Morza Martwego odkryto zwój z Księgą Izajasza, a w kolejnych latach z tamtejszych grot wydobyto na światło dzienne mnóstwo rękopiśmiennych skarbów ukrytych 19 wieków temu, między innymi wiele bezcennych zwojów Pism Hebrajskich. Według opinii specjalistów niektóre pochodzą z ostatnich kilku stuleci przed naszą erą. Badania porównawcze około 6000 wspomnianych rękopisów Pism Hebrajskich umożliwiają ustalenie tekstu hebrajskiego i ukazują, z jak wielką starannością był przekazywany.
    To odnośnie religijnych skojarzeń o manuskryptach.Pozrawiam

    • szufnar pisze:

      Dziękujemy za wyczerpujący opis Pani Małgorzato ;) . Czytając wpis chcielibyśmy go uzupełnić tylko o jedną informację związaną z Wydawnictwem Oxfordzkim. W 2007 r. przypadła sześćdziesiąta rocznica pierwszych znalezisk manuskryptów na pustyni Judzkiej. Znaleziska te, prawie wszystkie księgi Starego Testamentu, apokryfy Starego Testamentu, oraz szereg nieznanych dzieł literatury esseńskiej i apokryficznej rzuciły nowe światło na wszystkie dziedziny studiów biblijnych, historycznych i filologicznych. Wszystkie manuskrypty zostały opublikowane w oficjalnej serii wydawniczej Discoveries in the Judaean Desert wydanej przez Oxford University Press.

      Tym sposobem wyczerpaliśmy wątek religijny :) No chyba, że o czymś zapomnieliśmy – tu liczymy na Waszą czujność.

  9. MAŁGORZATA TYLKO-KUCIA pisze:

    Biblioteka manuskryptów jest tworzona przez skrybóww CellmonsGuru oraz przez Was, tak, każdy z was może dodać manuskrypt do biblioteki CellmonsGuru. Wielkie regały wypełnione wiekowymi już manuskryptami, często zawierają wiedzę tajemną, dostepną tylko nielicznym i tylko nieliczni będą umieli z niej skorzystać. Teraz możecie posiąść wiedzę o której wielu tylko może marzyć.
    Manuskrypt traktujący o Przepowiednia pióra Altarboy
    Manuskrypt traktujący o Ksiega Ptah pióra Wir
    Manuskrypt traktujący o taktyce na polu bitwy pióra Racoon
    Manuskrypt traktujący o pisaniu manuskryptów tak, aby szybko znajdowały swoje miejsce na regałach. pióra Cellmons Guru Team.
    TAK SPIESZĘ Z KOLEJNYMI WPISAMI,ŻE ZJADAM LITERY.PROSZĘ O WYROZUMIAŁOŚC.
    podążam na śniadanie,życząc miłego dnia.POZDRAWIAM.

  10. MAŁGORZATA TYLKO-KUCIA pisze:

    TERAZ CZAS NA SZPIEGOWSKI WĄTEK:W 1912 roku, Wilfirid M. Voynich, kolekcjoner książek, zakupił od Kolegium Jezuickiego z Villa Mondragone (Frascati, nieopodal Rzymu) średniowieczny lub późniejszy manuskrypt, który został zaszyfrowany lub zapisany w nieznanym języku. Voynich chciał odczytać manuskrypt i dostarczył jego fotokopie wielu ekspertom. Jednak aż do dzisiaj, mimo wielu prób znanych szyfrologów i naukowców, księga pozostaje nie odczytana. Sama księga, to tom o wymiarach 6 na 9 cali, składający się ze 116 welinowych stronic, z których zachowało się 102. Jego skromna, welinowa okładka nie ma żadnego napisu, tytułu, czy nazwiska autora.

    Niektórzy twierdzą, że odcyfrowali część tekstu, ale do dziś nie przedstawili na to dowodów. W 1961 roku H.P.Kraus, nowojorski antykwarysta, kupił manuskrypt za cenę 24,5 tysiąca dolarów. Później wycenił go na 160 tysięcy, ale nie udało mu się znaleźć kupca. Ostatecznie, w roku 1969 podarował księgę Uniwersytetowi Yale, gdzie przebywa ona do dziś w Bibliotece Rzadkich Ksiąg Beinecke’a, opatrzona katalogowym numerem MS 408.

    Manuskrypt Voynicha czeka na godnego przeciwnika, który będzie w stanie złamać jego szyfr. Zanim to nastąpi, dzieło to może (bez obaw) nadal nosić przydomek „Mount Everestu szyfrologii”…

    Z listu Johannesa Marcusa Marciego (praskiego naukowca i lekarza) do Athanasiusa Kirchera z 1666 roku dowiadujemy się, że manuskrypt został zakupiony przez Cesarza Rudolfa II z Czech (1552 – 1612) za cenę 600 dukatów. MV w jakiś sposób trafił do rąk Jakuba de Tepenecza (Jakub Horcicki), nadzorcy ogrodów botanicznych Rudolfa. Zmarł on w 1622 r. i przekazał księgę w posiadanie nie zidentyfikowanej osobie, która z kolei zapisała manuskrypt w swoim testamencie Marciemu.
    Marci musiał wiedzieć o manuskrypcie już przed 1644 r., gdyż informacja o cenie, jaką zapłacił cesarz, pochodziła od dr Raphaela Missowskiego (1582 – 1644), jak wspomina w swym liście. Marci w 1666 roku wysłał mansukrypt wraz z listem do Athanasiusa Kirchera (jezuickiego księdza i uczonego z Rzymu), który także wiedział o księdze i wymieniał się listami i fragmentami tłumaczenia z poprzednim, nie zidentyfikowanym właścicielem. Spekuluje się, że od tego czasu, aż do 1912 roku (czyli do ponownego odkrycia księgi przez Voynicha) MV przeleżał w zapomnieniu w jakiejś bibliotece (Rzym? Watykan?), by w końcu trafić do Kolegium Jezuitów w Villa Mondragone.

    Kiedy Voynich kupował manuskrypt, list od Marciego do Kirchera był nadal do niego przyczepiony. W tym liście Marci wspomina o Rogerze Baconie (1214 – 1292), jako o możliwym autorze, jakkolwiek nie ma na to przekonywujących dowodów. Być może pomostem pomiędzy Baconem a Rudolfem II jest dr John Dee (angielski mag, matematyk i astrolog, kolekcjoner dzieł Bacona), który przebywał na dworze Rudolfa w latach 1582 – 1586. Manuskrypt Voynicha miał być częścią olbrzymiej kolekcji ksiąg Dee (ponad 4000 tomów) i to właśnie od niego cesarz Rudolf miał zakupić tę tajemniczą księgę.

    Co do zawartości Manuskryptu Voynicha, to tak naprawdę nikt nie jest w stanie powiedzieć nic pewnego, jako że do dziś nie został odczytany. Ilustracje jednakże mogą sugerować, że jest to jakaś księga alchemiczna, której treść autor chciał zachować w tajemnicy. Manuskrypt składa się z kilku rozdziałów, przynajmniej tak można wywnioskować z ilustracji, choć nie ma gwarancji na to, że są one związane z treścią:

    Sekcja zielarska: wiele nie zidentyfikowanych i fantastycznych roślin;
    Sekcja astronomiczna: z większością symboli zodiakalnych;
    Sekcja biologiczna: „anatomiczne” rysunki i ludzkie postacie;
    Sekcja kosmologiczna: z kołami, gwiazdami i niebiańskimi sferami;
    Sekcja farmaceutyczna: z nazwami i częściami roślin;
    Sekcja przepisów: wiele krótkich paragrafów.

    Dodatkowo znaleźć tam można:

    stronicowanie i zbieranie numerów (sygnatur);
    kilka „sekwencji-kluczy”, przewijających się przez całą księgę;
    trochę staroniemieckiego pisma, prawdopodobnie dodanego później;
    nazwy miesięcy w sekcji astronomicznej, prawdopodobnie dodane później;
    kilka przykładów obcego pisma, innego od reszty manuskryptu;
    tekst znajdujący się na ostatniej stronicy dokumentu, nie będący częścią Manuskryptu, który można odczytać jako: „michiton oladabas”, być może wskazówka – klucz do odszyfrowania tekstu.
    Istnieje kilka teorii na temat zawartości Manusklryptu Voynicha:

    jest to zbiór odkryć i wynalazków Rogera Bacona, zapisany bardzo skomplikowanym kodem,
    stek bzdur, napisany przez średniowiecznego włoskiego szarlatana, mający zaimponować jego klienteli,
    rzadki modlitewnik Katarów, który nie został zniszczony przez Inkwizycję,
    ciąg znaków bez żadnego znaczenia, sprokurowany przez dr Johna Dee i Edwarda Kelly’ego w celu wyłudzenia pieniędzy.

    Nie ma żadnych przekonywujących dowodów, które pomogłyby umieścić Manuskrypt Voynicha w jakimkolwiek miejscu, czy czasie. Większość ekspertów uważa, że pochodzi on z Europy (opierając się na rysunkach i kilku przedstawionych stylów ubioru) i został napisany pomiędzy XIII wiekiem AD (czasy Rogera Bacona), a rokiem 1608 (kiedy to wszedł w jego posiadanie Jakub de Tepenecz). Rysunek słonecznika na stronicy nr 93 sugerowałby, że napisano go po 1492 roku, kiedy to Kolumb dotarł do Ameryki, ale tak naprawdę, nie ma przekonywujących dowodów na to, że roślina to rzeczywiście słonecznik.
    Istnieje także możliwość, że Manuskrypt Voynicha jest żartem, fałszerstwem z czasów Rudolfa II, spreparowanym w celu wyłudzenia dużej sumy pieniędzy od zaintrygowanego cesarza (w takim przypadku list Marciego i tak byłby oryginalny).

    Przede wszystkim radiowęglowa metoda datowania nie jest w stanie podać konkretnego wieku tego znaleziska. Wg eksperta metody datowania węglem:

    „Aby poznać wiek należałoby zniszczyć 30 mg welinu. W ten sposób poznalibyśmy datę śmierci zwierzęcia, z którego skóry zrobiono welin, ale nie wiek atramentu, którym po nim pisano. Oczywiście atrament nie mógłby być nałożony, zanim zwierzę to nie wyhodowało swej skóry, ale teoretycznie mógł zostać nałożony w każdym momencie później. Niestety, datowanie węglem, będąc techniką statystyczną, posiada standardowy margines błędu, ok. +/- 60 lat radiowęglowych. A ponieważ nie ma linearnego powiązania pomiędzy latami kalendarzowymi, a radiowęglowymi, konieczna jest kalibracja. Przedział pomiędzy latami 1600 – 1950 nie jest zbyt dobry do datowania węglem, ponieważ produkcja węgla C14 w górnych warstwach atmosfery była równa radioaktywnemu skażeniu. Oznacza to, że nie można precyzyjnie określić wieku przedmiotów z ostatnich kilkuset lat, a tylko stwierdzić, że pochodziły z tego przedziału czasowego. Od 1950 r. i wybuchów bomb atomowych precyzyjne datowanie jest możliwe. Łatwiej jest sprawdzić, czy welin pochodzi z XIII wieku, czy z lat 1600 -1950, niż czy pochodzi z 1600 – 1700 r. , czy z 1912 r. Jeśli jest to fałszerstwo, to jest możliwe, że fałszerz pisał na starym welinie, a w takim przypadku metoda węglowa nic nie powie o wieku manuskryptu”.

    Oto stworzona przez komputer grafika, będąca fragmentem pierwszego paragrafu z pierwszej stronicy. Tekst został przepisany z dokumentów Petersena, a nie z oficjalnej transkrypcji MV, stworzono go przy użyciu czcionki „EVA Hand 1″.

    Powstaje pytanie: po co wkładać tyle wysiłku, mającego na celu odszyfrowanie Manuskryptu Voynicha?

    Jest możliwe, że po odczytaniu okaże się, że jego treść pokrywa się z już znanymi nauce średniowiecznymi księgami alchemicznymi i zielnikami. Kuszącą wydaje się myśl, że księga może kryć wspaniałe tajemnice świata roślin i ludzi. Jeśli jednak manuskrypt jest autentykiem (tzn. nie jest fałszerstwem i został zapisany w istniejącym języku) oznacza to, że przynajmniej ludzie, którzy byli zaangażowani w jego napisanie, byli w stanie go odczytać. Z punktu widzenia kryptologów, ten do dziś nieodczytany tekst, pozostaje wspaniałym wyzwaniem i doskonałym ćwiczeniem, pomocnym w sprawdzeniu własnych umiejętności i analitycznym porównaniu różnych podejść do problemu.

    Nadal nie udzielono odpowiedzi na kilka podstawowych pytań:

    Czy można go rozszyfrować?
    W jakim języku został napisany? (to jeden z kluczowych problemów)
    Jakiej metody lub metod szyfrowania użyto?
    Czy zaszyfrowanie jest odwracalne lub dwuznaczne?
    Czy ktoś czytał tę księgę w „czasie rzeczywistym”?
    Czy istnieją jakieś dokumenty szyfrowane podobnie?
    Po co pisać taką księgę?
    Kto i kiedy ją napisał?

    Teorie na temat Manuskryptu Voynicha

    Podchodząc do tego naukowo, istnieje kilka cech tekstu wartych odnotowania:

    tekst sztywno przestrzega 1 i 2 Prawa Zipfa (o częstotliwości występowania słów),
    2 stopień entropii (nie pytajcie mnie, co to oznacza – przyp.K) jest zbyt niski, jak na europejski język, używający prostego zastępowalnego szyfru,
    rozkład długości słów jest inny, niż w łacinie (słowa wydają się być krótsze od łacińskich),
    istnieją dowody na użycie dwóch różnych „języków” i więcej niż jednego pisarza, co prawdopodobnie wskazuje na dwuznaczny schemat kodowania,
    tekst ma bardzo mało widocznych poprawek.

    Pochodzenie i zawartość manuskryptu jest nieustającym tematem różnych sporów i dociekań. Oto kilka z hipotez wysuwanych przez członków listy dyskusyjnej Voynicha:

    a) Istnieje zrozumiały tekst:

    W naturalnym języku:
    - po łacinie
    - po angielsku
    - po niemiecku
    - po grecku
    - w sanskrycie
    - po hebrajsku
    - po arabsku
    - w tzw. „świńskiej łacinie”
    W wymyślonym sztucznym języku:
    - po enochiańsku
    - po balaibalańsku
    W zakodowanym języku:
    - szyfrem (pojedynczy, podwójny, etc.)
    W sztucznym języku, np. :
    - Lingua ignota (Hildegarde von Bingen 1153/54)
    - Arithmeticus nomenclator (anonimowy hiszpański jezuita, 1653)
    - język Wilkinsa (1641)
    - język Dalgarno (1661)
    - „Uniwersalny Charakter” Becka (1657)
    - „Syntetyczny Język” Johnstona (1641)
    b) nie istnieje zrozumiały tekst:
    ˇ glosolalia (mówienie językami)
    ˇ przypadkowe
    - przypadkowe psychologoczne „struny”
    - przypadkowe mechaniczne „struny”.
    To na dzisiejszy poranek musi wystarczyc,może jeszcze zostawię co nieco dla innych,jeżeli nie to dokończę póżniej.Jeszcze raz życzę Wam wspaniałych wrażeń w dniu dzisiejszym.

    • szufnar pisze:

      Tu przynam się szczerze, że bardziej nasze skojarzenia szły w kierunku szpiegowskim związanym z Robertem Ludlumem i jego Manuskryptem Chancellora :) Chociaż historia nierozszyfrowanego Manuskryptu Voynicha jest równie, jeśli nie bardziej interesująca :)

  11. MAŁGORZATA TYLKO-KUCIA pisze:

    Chciałabym tu przytoczyć sprawę znanego zapewne niektórym manuskryptu odnalezionego w 1984 roku w Indiach, w Puri. Dlaczego jednak manuskrypt ten jest taki niezwykły? Otóż wydaje się, że autorem jest nie kto inny jak Krzysztof Kolumb! Jak jednak doszło do jego odkrycia.

    W 1984 roku, Peter Newman, amerykański naukowiec z grupą uczonych na zaproszenie rządu Indii zajmował się restauracją i porządkowaniem archiwum i bibliotek świątyni w Puri. Tam właśnie natrafił na manuskrypt – spisany pismem świeckim, który po bliższej analizie ujawnił swoją sensacyjną treść. Okazało się bowiem, że jest to podyktowany przez Krzysztofa Kolumba, jakiemuś skrybie, opis jego podróży. Najniezwyklejsze jest jednak to, że mówi on o podróży piątej, a więc dotychczas nie znanej! Co więcej, został on podyktowany około roku 1510, to znaczy w cztery lata po jego oficjalnej śmierci! Newman, węsząc wielkie odkrycie, manuskrypt po prostu ukradł i zawiózł do Ameryki. Kiedy ogłosił jego treść wybuchł podwójny skandal: po pierwsze posądzano go o fałszerstwo, po drugie Indie domagały się zwrotu manuskryptu. Tymczasem dokonano badań jego autentyczności, okazało się, że manuskrypt na pewno pochodzi z początku XVI wieku – tak więc prawdopodobieństwo fałszerstwa było prawie zerowe.

    Dowiadujemy się więc rzeczy wręcz niesamowitej: jedna z największych postaci w dziejach ludzkości skutecznie symulowała swoją śmierć, a następnie odbyła podróż dookoła świata! Część podróży odbył lądem – w poprzek Ameryki Środkowej, aż do wybrzeża oceanu Spokojnego.

    Co jednak manuskrypt Kolumba ma do zagadnień Paleoastronautyki? Otóż ma i to bardzo wiele. Potwierdza on bowiem fakt istnienia już w XV, XVI wieku map, które z punktu widzenia ówczesnej wiedzy były zupełnie niewytłumaczalne. Kolumb potwierdza w nim, że takie mapy posiadał, a więc wcześniej wiedział o istnieniu kontynentu, który odkrył. Nie mogło być mowy o pomyłce!

    Jednak takie mapy istnieją nie tylko w opisach, niektóre z nich przetrwały do dziś. Tak więc pod koniec piętnastego wieku i w wieku szesnastym pojawiły się w obiegu mapy, które wyprzedzały ówczesną wiedzę o powierzchni naszej planety. Przytoczyć tutaj można słynne mapy tureckiego admirała Piri Reisa. Opublikował on dwie mapy: w 1543 i 1518 roku. Na drugiej z nich widoczne jest dokładnie południowy cypel Ameryki Południowej i brzegi Antarktydy!. A przypomnę tutaj, że w tamtym okresie (XV-XVI wiek) wiedza o tym fragmencie powierzchni Ziemi była podobno żadna. Jeszcze bardziej niesamowita jest jednak mapa pewnego kartografa Oronteusa Fineusa pochodząca z 1530 roku. Mapa ta ukazuje Antarktydę wolną od lodów, widoczne są rzeki, doliny, góry – o których nawet dzisiaj nie mamy wielkiego pojęcia, ponieważ ląd ten pokryty jest około 2 kilometrową warstwą lodu. W 1530 roku o antarktydzie wcale nie wiedziano, a odkryta została w początkach XIX wieku.

    Piri Reis w swoich uwagach (spisanych na marginesach map) wspomina, że Krzysztof Kolumb, gdy odkrył nowe ziemie, zaopatrzony był w mapy, które mówiły o istnieniu jakiegoś lądu na drugiej półkuli. Piri Reis wspomina również, że swoją mapę zawdzięcza jednemu z uczestników wyprawy Kolumba.

    W manuskrypcie z Puri można znaleźć fragmenty w których Kolumb wspomina, że w jego posiadaniu znajdowały się fragmenty czegoś, co on nazywa „Imago mundi” – mapa, obraz świata. Temat map przewija się w treści manuskryptu. Wnioskować można, że wszystkie te mapy: Kolumba, Oronteusa Fineaeusa, Piri Reisa, miały jakieś jedno źródło, jakiś wspólny wzór!

    Piri Reis o swojej mapie mówi: „Nikt w naszym wieku nie posiada takiej mapy…Została ona wyrysowana na podstawie dwudziestu fragmentów Mappae mundi. To są mapy, które powstały za czasów Aleksandra i pokazują niezamieszkałe części świata.”

    Potwierdza to, że wzorem dla wszystkich krążących w tamtych okresie map musiała być jakaś jedna, stara mapa, pochodząca z czasów Aleksandra, a może jeszcze starsza.

    Istniały również i inne mapy. Na jednej z nich Ameryka i Azja połączone są ze sobą pasem lądu w miejscu cieśniny Beringa. Kiedyś te kontynenty były faktycznie ze sobą połączone – szacuje się, że około 30 tysięcy lat temu! (tamtędy ponoć wywędrowały ludy z Azji do Ameryki). Również około 30 tysięcy lat temu Antarktyda była wolna od lodów. A więc mapa Oronteusa Fineaeusa ukazuje prawdopodobnie Antarktydę z tamtego właśnie okresu! Takich map, znanych jest dzisiaj znacznie więcej. I tak na przykład:

    Mapa geografa Benincasy z XVI wieku, która przedstawia Bałtyk nie w tym kształcie, jaki posiada on dzisiaj, lecz w takim, jaki mógł on mieć przed roztopieniem lodów ostatniej epoki lodowcowej. O pomyłce nie mogło być mowy – w XVI wieku doskonale znano kształt Bałtyku (świadczą o tym dziesiątki innych map).

    Na mapie morza Śródziemnego sporządzonej przez geografa arabskiego Ibn bez Zara widać setki małych wysepek, które mogły istnieć tylko wtedy, gdy poziom morza był znacznie niższy, a więc również przed roztopieniem lodów.

    Mapa Zenona pokazuje Grenlandię bez lodów, z łańcuchami górskimi ma południu i północy, oddzielone pasem nizin.

    Jaki z tego jednak płynie wniosek? W szesnastym wieku w „obiegu” znajdowały się dwa rodzaje map: jedne, zwyczajne, ukazujące ówcześnie znany obraz świata; oraz drugi rodzaj – ukazujący obraz świata sprzed tysięcy lat!

    Ten drugi rodzaj map, to prawdopodobnie tylko kopie jakichś starszych map. Pozostaje więc pytanie: Kto przed tysiącami lat dysponował techniką pozwalającą wykonać takie mapy Ziemi? Możliwości pozostają tylko dwie: albo dokonały tego jakieś obce istoty, które w jakimś celu potrzebowały takich map, albo są to pozostałości po jakiejś dawnej, niezwykle rozwiniętej cywilizacji (Atlantyda?). Trudno powiedzieć, która z nich jest bardziej prawdopodobna.

    Potwierdzeniem autentyczności manuskryptu z Puri, mogą również być pośrednio słowa wspominanego już Piri Reisa. Pisze on, o wyprawie Kolumba, w którą ten udał się dowodząc dwoma statkami. Tak więc nie pisze on ani o pierwszej wyprawie – w której brały udział trzy statki, ani o wyprawie drugiej (siedemnaście statków) ani o trzeciej (trzy statki). Nie chodzi również o wyprawę czwartą – tutaj udział wzięły cztery statki. Tak więc Piri Reis wspomina prawdopodobnie o piątej, nieznanej wyprawie Kolumba, o której jest mowa w manuskrypcie z Puri.

    No i co wy na to?

    Ponadto jeszcze jedno skojarzenie z manuskryptami z końca lipca br. w Lublinie odbył się wernisaż
    artystki M.Szmidt.Drzewo to symbol długowieczności. Tymczasem drzewa Magdaleny Schmidt-Góry są nietrwałe, ulotne, chwilowe. To drzewa – manuskrypty, drzewa – palimpsety, krótko mówiąc – drzewa do czytania.

    Zostały wykonane z papieru, na którym artystka mozolnie wykaligrafowała, wytłoczyła, wyżłobiła słowa – biblijne wersety, strofy poetów, myśli filozofów. Wystawa jej niezwykłych prac nosi tytuł „Drzewo Babel”. Wernisaż dziś w Galerii Sceny Plastycznej KUL.

    Drzewo to księga, mówi każda z rzeźb. – Gdybyśmy znali język natury, moglibyśmy ze słojów drzew wyczytać tajemnice świata. A może drzewa do dziś mówią najstarszym, uniwersalnym prajęzykiem, którego dźwięki słychać było jeszcze w początkach budowy wieży Babel? – zastanawia się Magdalena Schmidt-Góra.

    Tytuł „Drzewo Babel” przywołuje kontekst biblijny. Łączy symbolikę drzewa poznania dobra i zła z historią wieży Babel. Oba symbole układają się w opowieść o człowieku, jego upadku i próbie samowywyższenia. Tak więc drzewo Babel to ludzkie drzewo, z żywej tkanki naszej cywilizacji, kultury i języka.

    Instalacja „Dlatego stoi w miejscu i czeka w milczeniu…” poświęcona jest Simone Weil, wybitnej francuskiej filozofce i myślicielce chrześcijańskiej (choć była pochodzenia żydowskiego i chrztu nie przyjęła). Po jej śmierci wszystko to, co pisała tylko dla siebie – nieujawniane teksty, rozsypane myśli, całą jej milczącą mądrość – zaczęto zbierać i otwierać dla innych. Magdalena Schmidt-Góra przetworzyła biografię Weil w formę łóżka, gdzie „ukryte między włóknami, włosiem materaca” znajdowały się notatki jednej z najmądrzejszych kobiet XX wieku.

    Poezja Wisławy Szymborskiej była natchnieniem dla rzeźby „A tymczasem jest tylko strzępkiem zawieruchy”. Widzimy rozwiane na wietrze kartki papieru.

    - Choćby 11 września czy tsunami, słowa będą trwały – komentuje rzeźbę jej autorka. – Są trwalsze od wszystkiego, co istnieje na Ziemi.

    Tak chyba można odczytać przesłanie „Drzewa Babel”.
    Ukazało się też trochę ksiażek z których można polecic”Manuskrypty znad Morza Martwgo”, VanderKam James C.
    Odkrycie manuskryptów znad Morza Martwego w 1947 roku stanowi największą sensację archeologiczną XX wieku. Zwoje znalezione w grotach Pustyni Judzkiej rzucają nowe światło na epokę, w której żył i działał Jezus. Powstały bowiem na przełomie dwóch er, w niezwykle ważnym okresie dla judaizmu i chrześcijaństwa.

    Jeszcze dwie polecane lektury to” SZKOCJA MARII STUART WEDŁUG DWÓCH SZESNASTOWIECZNYCH SKRYPTÓW BIBLIOTEKI jAGIELLOŃSKIEJ „pod red.Misztala
    oraz „Manuskrypt Chopina” Jeffery Deaver,
    czy film z 1987 r „klątwa doliny węży”

    Ponadto żródła mitologii irlandzkiej też zawarte w XIV / XV w. w manuskryptach( np.Rowlinsona).

Twój komentarz